lutego 10, 2019

Mała przerwa

Mała przerwa


No witam ;) Trochę się opuściłam w dodawaniu postów na bloga. Spowodowane jest to baardzo napiętym grafikiem. Narzuciłam sobie bardzo dużo zajęć na raz i próbuje wszystko jakoś pogodzić. Jednak świat blogowy poszedł w odstawkę. Jednak przy każdej wolnej chwili zaglądam na niego i próbuję przynajmniej odpisywać na komentarze ;p

A co takiego robię? Pracuję... Doszła ośmiogodzinna praca (wraz z dojazdem zajmuje mi to ponad 9h w ciągu dnia). Poza tym - tatuaże i samo doszkalanie się, media społecznościowe jakim jest instagram, klientki na pazurki, no i WIADOMO - zdrowy tryb życia (gotowanie, ćwiczenia). 
Obowiązki domowe (pranie, sprzątanie, zakupy itp itd.) Nooo i czas na chwilkę relaksu. Ah, zapomniałam jeszcze o projekcie, który zaczęłam realizować od nowego roku. Rozpisuje swoją dietę i mam kilka klientek ;). Puki co efekty są fajne, będę czekać na końcową metamorfozę. 

Serio, mam tak grafik napięty... I artykuły w stylu ' jak zorganizować sobie czas' średnio pomagają... Tym bardziej, że znam już chyba wszystki lifehacki, sztuczki itp, które pomagają w rozporządzeniu czasem.
Jest tylko jedna rada... Trzeba z czegoś zrezygnować. Problem jest taki, że nie potrafię. Po prostu nie mogę. 

A na koniec wstawiam kolejne pyszne posiłki <3 Jeśli interesuje Was przepis, piszcie w komentarzu ;) chętnie wam odpowiem ;)









I serdecznie zapraszam Was na mojego instagrama :



stycznia 19, 2019

progres ;)

progres ;)


CZOŁEM! Dzisiejszy post będzie tak na luzie. Nie mam siły, po całym tygodniu wyrzeczeń i pracy. No cóż. Takie jest życie. Jednak nie będę narzekać.

Co do mojej diety, progres ;) Już kilka razy powstrzymałam się od kebabów, od wszelkich innych 'nieprzyjemności'.

Projekt, który zaczełam realizować od nowego roku, także przynosi korzyści. Mianowicie rozpisałam swoim klientkom, dietę, z której są zadowolone i same dzisiaj pochwaliły mi się swoimi osiągnięciami :). Bardzo mnie to cieszy.

A tak na koniec, kilka małych potraw z tygodnia :) Napiszcie w komentarzu czy lubicie takie zestawienia: pasta brokułowa z pomidorkiem, pasta z pieczarkami cebula i gotowanym jajkiem:







Jeśli ktoś z Was jest zainteresowany przepisem, śmiało pytajcie ;)

stycznia 13, 2019

Z serii, jak McDonald's potrafi nas uzaleznic

Z serii, jak McDonald's potrafi nas uzaleznic

Tak. To jest prawda. Słynna sieć fast foodów, McDonald's, w swoich serwowanych potrawach, posiada tablice Mendelejewa i w sumie nie tylko... Sztab profesorów, wszelkich naukowców i psychologów pracuje nad atrakcyjnością i smakiem burgerów itp.
Do bułek, skrzydełek, kotletów, mcflurrych, dodawane są substancje uzależniające działające podobnie do kokainy. Straszne? TAK...



Już nawet nie muszę wspominać o kaloryczności... W zestawie Big Mac ze średnią kolą i średnimi frytkami, znajduje się ponad 1100kcal. Wszystko za sprawą sposobu przygotowywania poszczególnych składników. Pomijając to, ze do Cocacoli na bank dodawana jest woda... We Francji, co mnie zszokowało, frytki są smażone na tłuszczu, pochodzenia końskiego. BLE. 



Wracając do uzależnień. Piszę na ten temat, bo obecnie z tym walczę. Dzisiaj byłam na zakupach. Niedaleko mojego marketu znajduje się McDonald's. Myślałam, że obejdzie się bez wizyty w nim. No, ale NIESTETY. Poddaliśmy się. Ale jedząc McChickena, jakoś nie podeszło mi to mięso drobiowe. Spojrzałam na nie i trochę mi nie podpasowało... No, ale, że byłam głodna, dalej się objadałam. Wiem jednak jedno - z mcflurrego ciężko mi będzie zrezygnować. Po prostu się uzależniłam. To jest przykre. Jednak ze swoim partnerem doszliśmy do wniosku, że musimy to ograniczyć... Bo prawda jest taka, że co weekend stołujemy się w mcdonaldzie...

A Wy? Macie jakieś uzależnienia, z którymi musicie walczyć? 

stycznia 08, 2019

DZIEN PIERWSZY - zdrowe nawyki czas, START!

DZIEN PIERWSZY - zdrowe nawyki czas, START!
Podsumowania roku 2018 nie będzie, chociaż mogłabym pochwalić się sporymi osiągnięciami ;). Wycieczki, rozwój osobisty itp... No, ale w dzisiejszym poście, chcę skupić się nad czymś innym.
Dzisiaj minął pierwszy dzień, który mogę zaliczyć w pełni do udanych, jeśli chodzi o moje tegoroczne postanowienia. W końcu nie skusiłam się na 'złą rzecz' w diecie ;). Gdzie od nowego roku ciężko było mi odmówić wielu rzeczy, tak dzisiaj już chyba jestem gotowa i mogę spokojnie zacząć działać pełną parą :) Przedstawię Wam posiłki, które  miałam na śniadanie, drugie śniadanie, obiad i kolacje ;)         









Jeśli kogoś zainteresuje przepis, śmiało piszcie :) Jeśli wolicie formy zdjecia + przepisy, dajcie znać. Chętnie przychylę się do Waszej prośby :)

Chciałabym jednak wspomnieć o baaardzo niedocenianej, i bardzo rzadko spotykanej SOCZEWICY. Dzisiaj była moim obiadowym składnikiem. Wybrałam soczewicę czerwoną. Dlaczego? haaa...

Soczewica jest bardzo dobrym źródłem białka - zawiera go aż 70% . Znajdziemy w niej również spore pokłady błonnika, który jest niezbędny przy prawidłowym trawieniu. No i zawiera mało tłuszczy ;)
Wspomnę jeszcze, że soczewica jest dobrą alternatywą dla mięsa. Polecana za to weganom i wegetarian-inom. No i zapomniałam wspomnieć o jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy co do białka - jest łatwo przyswajalne.
Poza tym: zawiera kwas foliowy i potas. Zapobiega rozmnażaniu się komórek nowotworowych (jak wszelkie pozostałe rośliny strączkowe). Soczewica zawiera witaminy z grupy B, substancje, które regulują funkcjonowanie układu nerwowego, co pomaga nam przetrwać w trudnych chwilach :)


Lubcie soczewicę? W jakich formach ją jecie? Na sypko, w zupie czy lubicie pierogi? Piszcie :)

pS. Dziękuję, że jest Was coraz więcej. Bardzo to doceniam ;). Cieszę się z tego powodu. Dlatego nie chcę Was zaniedbywać i odwiedzam każdą komentującą mnie osobę :) buziaczki!

stycznia 03, 2019

i po świętach

i po świętach
Także witam Was w Nowym Roku, w roku pełnym zmian (przynajmniej u mnie). Wiem, wiem... Te postanowienia noworoczne są g* warte, ale fajnie mieć tą świadomość, że zaczyna się coś nowego więc i ze swoim życiem trzeba coś zadziałać. Powiem szczerze - już od pewnego czasu planuje coś ze sobą zrobić. I tu nie chodzi o rozwój osobisty (to swoją drogą, akurat TO jest ciągle w trakcie), ale o MOJA SYLWETKĘ, z którą na prawdę walczę już nie od roku a od kilku lat...

Właśnie ten blog, miał mnie zmotywować do działania. Chciałam dzielić się z Wami swoimi porażkami jak i sukcesami. Wiadomo, robotami nie jesteśmy, więc mamy prawo do błędów. No, ale ze mną było coś jednak nie tak...

Stosowałam się do zaleceń dietetyków, byłam bardzo aktywna. Za to, gdy miałam przechodzić na etap 'normalnego jedzenia', i nie chodzi tu o objadanie się jakimiś nadzwyczajnie tłustymi rzeczami, zaczęłam po prostu rosnąć. Już nie wspomnę o nagłych napadach wilczego głodu. To, to już w ogóle... Porażka.
Moja ciocia (przyszywana) miała sporą nadwagę. Na początku grudnia dodała zdjęcie swojej metamorfozy. BYŁAM W SZOKU. Kobieta, w niecały rok schudła ponad 45kg, Cellulit jej znikł - gdzie ja mam z nim ogromny problem. Przestała sięgać po słodkie rzeczy - gdzie ja mam z tym OGROMNY problem. Czuje się taka 'czysta' jak to mówi... Zapytałam się więc, co robiła. Jak uzyskała taki efekt. Powiedziała mi, że najpierw musiała oczyścić organizm. Zastosowała preparaty, które pomogły jej odkwasić siebie. Uzupełnić florę bakteryjną w jelitach, które pomagają w trawieniu. Szczerze?? Wiedziałam, że organizm się odkwasza, wiedziałam, że trzeba uzupełnić enzymy trawienne itp itd. No, ale stosowałam naturalne sposoby. Kiszonki, odpowiednia dieta itp itd. A dalej ciągnęło mnie do słodkości. Później z czasem doszłam do wniosku, że to może być spowodowane przez spalacze, które brałam przed treningiem. One mogły rozregulować mi trawienie. Dlatego przy rzeczach, które jedzą 'normalni' ludzie, puchłam w zastraszającym tempie. ps. po świętach z resztą też.
Dlatego Ciocia, namówiła mnie na kurację odkwaszająco-odchudzającą. Wiadomo, nie jest to tania rzecz... Jednak jeśli ma mi pomóc to spróbuje. Szczególnie, że widziałam efekt na niej.
Kuracja trwa mniej więcej do 3 miesięcy. Wszystko zależy od stopnia zakwaszenia organizmu. Dzisiaj miałam swój pierwszy dzień. Zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądać. Startuje przy wadze 67kg.


a co z sylwestrem? Oj, na pewno pożeganłam stary rok w należyty sposób ;p mam nadzieje, że te porażki odejdą w niepamięć i zacznie się era czegoś nowego :) Wam również tego życzę :)


grudnia 27, 2018

#12 i po co robic to cale zamieszanie?

#12 i po co robic to cale zamieszanie?
Nawet nie chce wypowiadać się na temat świąt, bo ten temat jest teraz na czasie. Szybko zleciały te dni a u mnie w domu nic się nie zmieniło. Tylko wiadomo - zawartość lodówki. Jadłam caaaly czas. Byłam zła na mamę, że porobiła tego wszystkiego aż tak dużo. A mówiłam jej przez telefon 'mamo. wiesz, ze musimy być fit. wiesz, ze nam nie można' mama oczywiście mi przytakiwała. no, ale... Szwedzki stół był... 


A co na temat odchudzania powie dzisiaj Anita? Oj. Dzisiaj stanęłam na wagę. 67,5........ Normalnie sie załamałam. Jednak, mam plan. Mam w planie mały projekt... Przygotowywałam się do niego od dłuższego czasu. Muszę jednak jeszcze poczekać na pewne produkty  a później (mam nadzieje), ze sukces będziecie świętować ze mną ;)

Najtrudniejsze jest zdecydowanie się na działanie. Reszta to już tylko kwestia wytrwałości.

Jeżeli chcecie, to możecie się przyłączyć do projektu ;) Jest całkowicie darmowy, ale wymaga wytrwałości i samodyscypliny. Oczywiście udokumentowania tego itp itd. Chodzi mi mianowicie o dietę, znaczy. Po prostu zmianę nawyków. Jest to również przysługa dla mnie, bo jak już działa się z kimś, to jest inaczej :) . 

Więcej na ten temat w następnym poście. POZDRAWIAM! :)

grudnia 24, 2018

#11 wesołych świąt

#11 wesołych świąt
Wesołych Świąt, Misiaczki <3! Niech Wam stól pełno - pustym będzie :D Pełnym w łakocie a pusty w kalorie! 

Dzisiaj przychodzę do Was w Wigilię - wieczór poświęcony dla rodzin i tych najbliższych. No, ale nie oszukujmy sie. Rodzinowanie jest dość męczące. Tym bardziej jak się poopychamy świątecznymi smakołykami. No niestety... Później za to powracamy na ziemię i do sylwestra chcemy zrzucić kilogramy, które nabraliśmy w czasie świąt. Ej. Tego nie zrzucimy. Ograniczanie się do minimum (wody i suchych wafli ryżowych) w niczym nam nie pomoże. Ba, może nawet zaszkodzić. Nieregularne posiłki albo całkowity ich brak, spowalnia nasz metabolizm. Organizm odkłada tkankę tłuszczową po to, byśmy ciągle otrzymywali odpowiednią temperaturę naszego ciała. Jeśli wyczuje, że nie dostarczamy mu właściwej ilości kalorii, zacznie odkładać wszystko w tkankę tłuszczową sam. Kiedy ma ciągle dostarczaną adekwatną ilość makroskładników do redukcji (!), organizm pobiera energię z naszej tkanki tłuszczowej, poprzez tracimy swoje nadprogramowe centymetry :) . Ot i to cała filozofia. Każdy może sam wyliczyć sobie odpowiednią ilość kalorii, jaką powinien spożywać. Jeśli chcecie, w nastepnym poście napiszę Wam jak to zrobić. Póki co spadam. 

A no i na koniec jeszcze pochwalę się, że dzisiaj byłam na kursie z tatuażu. I widzę różnicę. Nie ma to jak ktoś doświadczony udzieli Ci dobrych rad. Na szczęście jest możliwość kontaktu przez fb. Póki co, muszę ciągle trenować i trenować. Tego nie idzie nauczyć się w pięć minut. Za to warto posłuchać osoby, która siedzi w tym x (iks) lat.



NOO i moje Rossmannowe nowości. Kilka korektorów, dwa tusze do rzęs i eyeliner. Polecacie coś z tego?:


A oto świąteczne pazurki. Poza nimi zrobiłam jeszcze jedne, ale nie zrobiłam zdjęcia, bo śpieszyłyśmy się z końcem (trochę napięty grafik przed świętami)



Copyright © 2016 MOTYWACJA/FIT/LIFESTYLE - ustiva , Blogger